Nie są to chyba radości elitarne, a jeśli tak, to na pewno trzeba je upowszechnić. Jak ? Chyba prostsza do nich droga przez uczenie właściwego stosunku do przyrody, przez zachęcanie do samodzielnej turystyki (niekoniecznie wysokogórskiej), niż przez masówki na Kasprowym czy w Morskim Oku wśród woni benzyny, brzęczenia „Szarotek" i popychania.
Kisiel zaleca metody podobne do tych masowych wycieczek: ludzie chcą melodramatu, dajcie im melodramat, może wyrośnie z niego niejedno arcydzieło, podobnie jak wielka powieść wyrosła z brukowego romansu. Może, ale tymczasem sentymentalna szmira, w rodzaju wychwalanych przez Kisiela Ostatnich akordów, to nie jest sztuka. Warto się szmirą interesować, ale nie warto jej propagować: propaguje się sama. Zawsze istniała
1 zawsze istnieć będzie. Nie trzeba sugerować ludziom, że przeżycia sentymentalne doskonale zastępują przeżycia artystyczne, ani tego, że istnieją dwa odmienne typy sztuki: dla „wybranych" i dla mas.
Zwłaszcza w dziedzinie literatury niesłuszny wydaje mi się podział na sztukę elitarną i sztukę masową, na literackich sierżantów i literackich marszałków. Kisiel postępuje tu bardzo dziwnie: zachwycająco tłumaczy, że podział między literaturę „lekką" i „poważną" - literaturę pierwszej i drugiej klasy - w istocie zanika, ale sam wprowadza ten podział tylnym wejściem, przeciwstawiając powieści trudne i nudne, powieści elitarno-inte-ligenckie rozrywkowym powieściom dla mas. Trudne i nudne! Odwrotnie niż w pewnej góralskiej anegdotce: rym jest, ale sensu nie ma. Jeśli raz zaczniemy trud łączyć z nudą, to w ogóle szkoda mówić o kulturze. | |
|